Karolina Owczarek
Redakcja zdrowewarzywko.pl
Kiszenie wraca do łask i wcale nie chodzi tylko o modę na fermentację. Chodzi o kalendarz: przełom sierpnia i września to moment, w którym ogórki gruntowe i kapusta są najtańsze w całym roku, a słoik własnej kiszonki kosztuje ułamek ceny sklepowej. Do startu nie potrzeba ani specjalnego sprzętu, ani babcinej wiedzy tajemnej. Potrzeba słoika, soli i odrobiny cierpliwości.
Sezonowa matematyka jest bezwzględna. Ogórki gruntowe w szczycie sezonu kosztują na targu i w promocjach sieci kilka złotych za kilogram — zimą kiszone w słoiczkach potrafią kosztować kilkanaście złotych za niewielkie opakowanie. Podobnie kapusta: główka jesienna to wydatek rzędu kilku złotych, a przerabia się z niej cały gar kiszonej. Do rachunku dochodzi jakość: własna kiszonka nie zawiera octu, konserwantów ani pasteryzacji zabijającej bakterie, dla których całą tę fermentację się robi.
No właśnie — bakterie. Kiszonki to naturalne probiotyki, wsparcie dla jelit dokładnie w tym momencie roku, gdy odporność zaczyna być tematem. Zdrowe i tanie w jednym słoiku.
Proporcja do zapamiętania: łyżka soli kamiennej niejodowanej na litr wody. Ogórki myjemy, upychamy pionowo w słoju, między nie koper z baldachami, kilka ząbków czosnku, kawałek korzenia chrzanu (trzyma jędrność) i ewentualnie liść laurowy. Zalewamy roztworem soli tak, by ogórki były całkiem przykryte, przykrywamy luźno i zostawiamy w kuchni. Po dwóch, trzech dniach są małosolne; po tygodniu, przeniesione w chłodne miejsce, dojrzewają do pełnej kiszoności. Mętna zalewa i bąbelki to nie awaria, tylko dowód, że fermentacja pracuje.
Najczęstszy błąd? Sól jodowana albo za mało zalewy. Ogórek wystający ponad powierzchnię to zaproszenie dla pleśni — dlatego do słoja warto włożyć mały spodek albo szklaną wkładkę dociskową.
Kapustę szatkujemy, mieszamy z solą (dwie dekagramy na kilogram, czyli płaska łyżka z górką), ugniatamy aż puści sok i upychamy ciasno w naczyniu tak, żeby sok ją przykrył. Kilka dni w cieple, potem chłód — i gotowe. A kto złapie bakcyla, szybko odkryje, że kisić można niemal wszystko: buraki na barszcz i zakwas, marchew w słupkach, paprykę, a nawet rzodkiewkę. Każdy kolejny słoik to eksperyment za kilka złotych. Z własnej kuchni dodam jedno: warto podpisywać słoiki datą, bo pierwsza jesień kiszenia kończy się zwykle małą kolekcją i kompletną amnezją, co kiedy powstało. Miła odmiana od notowania wydatków — tym razem notuje się oszczędności.
Redakcja zdrowewarzywko.pl
Racjonalne zakupy - to temat przewodni na naszym portalu
Podpowiadamy również jak zarządzać domowym budżetem bez odmawiania sobie przyjemności
Zadbaj o swoje życie
